doceniam rozwój, wewnętrzną przemianę i harmonię jakie osiągnęłam w starym roku, ale czasami bardzo żal mi tradycyjnie pojmowanego, wymiernego szczęścia - małego domku z kominkiem i ogródkiem, który nie zaczął nawet jeszcze majaczyć na horyzoncie, podczas gdy lżej byłoby mi wiedzieć, do czego doprowadzi mnie ta walka o siebie. głupi, niewdzięczny płacz i naiwne myślenie, że inni mają już widoki, że sobie nie zasłużyłam, bo przecież zawsze dawałam z siebie wszystko i nigdy nie krzywdziłam z premedytacją.
po obudzeniu ułożyły mi się smutne bajki: o ptaku śpiewającym krwią i kobiecie, która zabiła niewiernego ukochanego własnymi włosami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz