ciężko mi dziękować, będąc jeszcze w trakcie, na gorąco w nieogrzewanym kościele. przypomniawszy sobie, jaki był rok, który zamykam, klęczę przestraszona, rozdarta między Boże, zabierz ode mnie cokolwiek złego ma przyjść, a bądź wola - nie jestem sama, przecież raz udało się nam już odrzucić ten głaz.
jest łatwiej, jeśli pomyślę, że to tylko symboliczne przejście, a świt znów obudzi się po ciemku i wstanie już za kilka godzin, o podobnej porze co wczoraj.
życzę wszystkim dużo energii i szczęśliwych zbiegów okoliczności. jeśli chodzi o mnie, wykorzystam je najlepiej, jak umiem.
edit: nigdy nie wkraczałam w Nowy Rok z tak ogromną niepewnością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz