sobota, 7 grudnia 2013

(Tadeusz Konwicki, Kalendarz i klepsydra)

noc. coraz więcej nocy, coraz mniej dni. zawsze bałem się ciemności jak wszyscy, teraz boję się inaczej. dzień wypełniony intensywnymi widokami, zamulony trochę przydługim filmem utworzonym z żywych obrazów, filmem, w którym dość rzadko skoczy do przodu jakiś urywek akcji, taki dzień jednak zagłusza. rozbełtuje mozolnie świadomość. a noc wstrzymuje jej chaotyczny, huśtawkowy ruch i powoli zamraża w szklistą bryłę. i nie ma już ruchu, nie ma migotania fałszywych oraz prawdziwych cieni, nie ma barw i antykolorowych powidoków, nie ma iluzji i omamień. jest tylko ciasny ból zaciskającej się stabilności, jest tylko lodowatość trwania, które, nie daj Boże, okaże się wieczne, jest tylko męka obcowania z własną nachalną świadomością.

ileż warstw bujdy nosimy w sobie niczym cebulowych łusek. niektórzy wyglądają jak stare karczochy. prawda to jest instynkt gwałcony codziennie przez nas wszystkich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz