każde jedzenie smakuje mdło, pozostawia po sobie posmak, przez który przebijają się tylko kwaśne mandarynki; jakaś przyjemność z życia mniej, ale przecież to nie popiół w ustach, przecież wciąż chodzę na zajęcia, oddaję tłumaczenia, spotykam się ze znajomymi, myję włosy co drugi dzień, jest o niebo lepiej niż rok temu, o niebo, ale jeszcze nie gwiaździste nade mną - wciąż szukam, dalej pracuję nad sobą, przewiercam pancerze złudzeń. mimo wszystko, moje pragnienie miłości jest tak silne, że - nie ma innej opcji - w pewnym momencie okaże się w jakiś sposób destrukcyjne. tymczasem pani promotor błaga chociaż o jedną stronę i wstyd, bo naprawdę mogłoby mi bardziej zależeć.
śnieg, krew z pozadzieranych skórek, czekoladowe mikołaje o fallicznym kształcie - mogłabym zrobić z tego uroczą świąteczną bajkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz