czwartek, 26 września 2013

Ostatnia Wieczerza, Huelle

 z początku wypełniająca go pustka przynosiła mu ulgę, nawet coś w rodzaju radości. ale po pewnym czasie, już po opuszczeniu mieszkania, gdy stał się kloszardem, odczuwał coraz większy lęk, że egzystencja przedłuży się w nieskończoność. wreszcie leżał w podziemiu na nieczynnej stacji metra sam. dobę, może dwie. doszedł do stanu absolutnego opuszczenia - ktokolwiek chciałby zrobić dla niego cokolwiek: napoić go, nakarmić, wywieść na powierzchnię, byłby tylko przeklętym intruzem.
a jednak człowiek, którego kroki usłyszał w ciemności, nie wzbudził jego irytacji. nawet kiedy na moment przybysz zapalił zapałkę, by nań nie nastąpić, i zaraz drugą, aby obok niego usiąść. bardzo długo milczał. Lewada słyszał jego spokojny, równomierny oddech. wreszcie mężczyzna powiedział:
- ja też jestem bezsilny. - nie otrzymawszy odpowiedzi, dodał: - i całkowicie opuszczony. - a kiedy Lewada nadal milczał, rzekł.  - umarłem tak samo jak ty.
Doktor spytał cicho:
- więc po co przyszedłeś?
tamten odpowiedział:
- żeby być z tobą.
było to szokujące.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz