zdrowieję, nakładam krótką sukienkę, czuję się prawie-ładna i maluję paznokcie na prawie-tamten kolor.
wtedy, latem i dawniej ubierałam się cała na pomarańczowo i myślałam, że rozumiem język przedmiotów, które wymykały nam się z dłoni i spadały na podłogę. wtedy wzgardziłabym tym, co mam teraz; wierzyłam, że będę szczęśliwa, ale na pewno nie w taki sposób.
to ja, Seele-brennt :)
OdpowiedzUsuńdziękuję, to bardzo miłe, co napisałaś. ^^
większość naszych kłótni rozbija się o różne poglądy na kontakty z innymi: on jest w ogóle niezazdrosny, nie ma nic przeciwko temu, żebym miała kolegów i spotykała się z nimi nawet sam na sam. niestety tego samego chciałby ode mnie, a ja już jestem bardzo zazdrosna o jego koleżanki :P. i znowu pokłóciliśmy się o to, że jakaś ledwo znana mu dziewczyna pisała do niego i chciała się spotkać we 2, a jak go skrytykowałam, że jej nie spławił, to nazwał mnie paranoiczką. i tak sobie od czasu do czasu walczymy, a że racja jest pewnie po obu stronach, to ciężko dojść do konsensusu.
mogłabym podpisać się pod punktami z Twojej poprzedniej notki, szczególnie pod tym pierwszym. może Ty wiesz, jak w ogóle zacząć nad tym pracować, bo ja niestety nie? :/
ja właśnie też nie umiem już mówić o osobistych sprawach, stałam się strasznie skryta. nawet z przyjaciółkami [?] paplam tylko o błahostkach. nie ufam nikomu poza moim chłopakiem, jeśli chodzi o zwierzanie się z problemów itp. za bardzo uwierzyłam, że "80% ludzi Twoje problemy nie obchodzą, 20% się z nich cieszy" ;>. chociaż to takie miłe uczucie, gdy już się przełamie i otworzy przed kimś.
OdpowiedzUsuństrach przed odrzuceniem... temat rzeka. i obawiam się, że do omówienia raczej ze specjalistą, niż nawet z najlepszym przyjacielem.