wykładowcy pytają mnie, czy już wszystko dobrze, gdy rozkładam przed nimi wachlarz zwolnień z całego semestru. "tak" - odpowiadam bez wyjaśnień, kolejny raz chowając je między drugą a trzecią stronę kalendarza. udało się przeżyć, wyzdrowieć, zaliczyć; miałam dużo szczęścia, silny instynkt przetrwania i niesamowitą wolę walki. to prawe koniec. z sympatii do siebie - ale nie w nagrodę - robię sobie coś rozpustnego, ale dobrego i wyjątkowego, o czym chcę wiedzieć tylko ja. mam przy tym najszczerszy z uśmiechów i bardzo wilgotne oczy.
jeszcze przez chwilę: książka, "moja" kawiarnia - do niedawna sprzyjająca przewrotom w myśleniu - i ostatnia, niezbyt smaczna, kawa przy jednym z dwóch ulubionych stolików. przede mną nowe pytania i odpowiedzi, które będę chciała znaleźć w innym miejscu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz