W nocy myślę, że nie umiem tak w pojedynkę (może w ogóle nie
potrafię żyć) i nie pomogą mi w tym żadne wysiłki i złudzenia, słowa, obrazy,
cała wiedza tego świata, kamienne tablice, kawy i pudła czekoladek, peruka
Polyanny, rzucanie patyków demonom, konsekwentne wydłubywanie z siebie odłamków
ołowiu i dmuchanie na stygmatyczne czarne dziury. Myślę: będzie dobrze,
przecież na pewno umrę, a wcześniej przeżyję jeszcze parę miłych chwil; będzie
dobrze, ale muszę uciec od tej, która wyrywa mi pióra ze skrzydeł i wypycha
nimi poduszki, tłumacząc, że wszystko z miłości, a dzięki niej będę miała
miękkie lądowanie.
Narysuj mi prostą przez życie i uciekajmy, inaczej nie wiem,
nie umiem, nie mogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz