tak, pierwszy raz dzieją się rzeczy, o których nie chcę, chyba nawet nie umiem pisaćmówić, chociaż możemogłabym spróbować, gdyby ktoś (naprawdę nie ma we mnie żadnego smutku ani potrzeby zwracania na siebie uwagi!) i gdyby mnie nie wystarczało ostatnio zakreślanie ogromnych połaci autobiografii - toczenie rozmów z umarłymi i jeszczeciepłymi, do których jeszcze zdążyłabym wysłać kartkę z podziękowaniem za szczerość i obecność. ostatnio:
po co to wszystko piszę? dlaczego się nad tym zastanawiam? bo nie zadzwoniłaś. wiem, składałaś mi życzenia przed wyjazdem (...), ale to nie to samo. nikt nie zadzwonił. a może to moja wina? moja. tak, moja. zastanowiłam się nad tym i uświadamiam sobie, że nie można być z każdym, nie można być wszędzie, robić wszystkiego, rozumieć wszystkiego. coraz częściej życie to świadoma eliminacja i tak jest dobrze. (Krystyna Janda)
w pociągu przychodzi pora na podsumowania - już nie w postaci postanowień, sporządzania statystyki dziur w ubiegłorocznym serze, co mogłoby skończyć się niestrawnością pustego żołądka, a nawet nieżytem. piszę ołówkiem w kalendarzu, nie pomijając tego, że wciąż bywam nieuczciwa w stosunku do siebie, zapominam o tym, że jestem odpowiedzialna za swoje szczęście, dużo się boję i nie potrafię wybaczyć człowiekowi, który wywołał klęskę żywiołową, machnąwszy (na mnie) ręką. łączę kropki aby uzyskać pełny kształt: wciąż żyję, nie zamieniłabym się z nikim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz