piątek, 24 stycznia 2014


 Lepiej angażować się w wiele relacji, bo nie ma presji na jednej osobie, a kwestia dawkowania emocji reguluje się naturalnie. Elastyczność to dobra strategia, ale potrzebuję więcej bliskich, żeby ten system zadziałał.

Dlaczego zakładam, że mam większe potrzeby od drugiej osoby? Może to kwestia tego, że czuję, że tak jest we wszystkich moich bliskich relacjach.

Mam wrażenie, że nie rozumiesz kontekstu, w jakim się znalazłam. Niezależnie od tego ile kaw z kimś wypijesz, rozdrabniasz swoją energię na dużo więcej osób, a i tak największa jej część skupia się na Twoim X. Moim problemem nie jest nachalność, ale męki zazdrości, niespełnienia, samotności, które odczuwam (ostatnio rzadziej) w kontekście bliskich relacji - właśnie to miałam na myśli pisząc o nadmiernym zaangażowaniu i przed tym chciałabym móc się ochronić. Patrzysz na przyjaźń inaczej niż ja; przyznaję, że moja wizja została spaczona przez książki Lucy M. Montgomery i zawsze łączyłam przyjaźń z pewnego rodzaju wyłącznością. To niesamowite, że mamy w głowie zupełnie inne modele, a jednak się zaprzyjaźniłyśmy. Dopiero dzisiaj zrozumiałam jednak, skąd brała się duża część mojej frustracji, której Ty prawdopodobnie nie odczuwałaś, tworząc relację ze mną. Myślę, że mogłam dostrzec to dopiero teraz - gdy wypracowałam sobie głęboką samoświadomość i autonomię.

Stawiając miłości dużo wyżej niż przyjaźnie, nie do końca otwierasz się na wpływy swoich przyjaciół. Zostawiłaś wyraźny ślad we mnie i w moim życiu, bo dopuściłam Cię do siebie blisko i stałaś się dla mnie bardzo ważna, w pewnym momencie może nawet najważniejsza. Myślę, że w drugą stronę nie zadziałało to tak samo i bynajmniej nie wynika to z tego, że mam mniej do zaoferowania. Coś za coś: rozwój i bogactwo emocjonalnych doświadczeń za cenę strachu i frustracji. Uważam, że było warto, ale - chociaż to naiwne - chyba chciałabym żeby w przyszłości było mi jakoś łatwej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz