to już trwa tak długo, że można (trzeba) to nazwać nawrotem. przechodzę to zaskakująco dobrze. jestem tylko smutna i bez przerwy zmęczona. znowu nie mam siły na to, by gotować, ogarniać się, sprzątać. wychodzę tylko wtedy, gdy muszę. na szczęście boli mnie bez podtekstów - wyrzutów sumienia, złości na siebie, na chorobę. chcę to przespać, przeczekać, ale to zdaje się nie mieć końca. prawie zawsze budzę się obolała i śpiąca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz