identyfikuję się z człowiekiem nad brzegiem morza z obrazu Friedricha - sama w obliczu całej sartrowskiej wolności. myślę o tym, że moja nieodwzajemniona przyjaciółka znalazła sobie byle kogo, byle tylko zasłaniał jej otchłań (może związki są trochę po to, by tworzyć - sobie - przyjemniejsze złudzenia?) .
idę do kawiarni i swoim zwyczajem zamawiam najbardziej słodkie ciastko z wystawy. siadam przy stoliku i piszę, nie mogę skończyć, dojść do jakiegoś wniosku, dojść i pozbyć się tego frustrującego napięcia, nie teraz, jeszcze nie dziś.
pocieszam się, że emocjonalne rozjebanie oznacza, że znów zbliżam się do jakiejś ważnej prawdy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz