sobota, 2 listopada 2013

cierpka modlitwa wypominkowa za to, co przeminęło i co nie miało szansy się wydarzyć. moje osobiste Zaduszki mogą przeciągnąć się na cały listopad, odkryć żywe wspomnienia pod powłoką z rdzawych liści i żywe rany schowane pod wełnianym swetrem. drżę w odpowiedzi na najlżejszy podmuch wiatru (pamiętam, o tej porze w tamtym roku czułam już na sobie oddech najgorszego), przytrzymuję się tego, co popadnie, po czym odskakuję jak oparzona i wycieram ręce o spodnie (niechcący znów pobrudziłam się o stary schemat).
czuję się gorzej i boję się nadchodzących miesięcy – właśnie teraz, gdy moje serce puściło soki, jest miękkie i lepkie jak kawałek rozmrożonego mięsa. boję się powrotów nad nadwiślański brzeg i samotności, o której szczerze tylko w internecie. nauczona doświadczeniem tworzę nowy grafik dyżurnych czynnościrzeczy, które pomogą mi przetrwać, i – ostatecznie – osób, do których można czasem napisaćzadzwonić, choć na pewno nie wolno obciążać ich żadnym pilnuj mnie teraz, żebym nie zrobiła sobie krzywdy.

naprawdę nie chcę obarczać nikogo odpowiedzialnością za swoje życie ani jego jakość. byłoby mi jednak dużo łatwiej z wielowymiarowym wsparciem oraz intensywną, fizyczną obecnością drugiego człowieka w tych trudnych, przełomowych dla mnie momentach. w moim przekonaniu mogłabym otrzymywać to tylko od stałego partnera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz