sama w pokoju zmieniała perspektywę,
koncentrując się na dotyku. chwytała kosmyki, próbując policzyć pojedyncze
włosy opuszkami palców. chciała jednocześnie dawać i brać; być dłonią i
rzęsą, wargą, piersią; pogodzić doznania i przyjąć dwojakość, która powoli
przechodziła w całą paletę, polifonię wrażeń. upewniła się co do tego, że rozkosz ma słony
zapach bardziej niż słodki smak, ale wciąż nie mogła znaleźć swojej ulubionej
faktury.
(zabawa w opisywanie dźwięków. Lana brzmi
jak rozciąganie różowej gumy do żucia, a dziewczyna w pociągu – jakbym przesuwała
językiem po zimnym metalu)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz