przedpołudnie ze sobą: fragment książki, ptaki za oknem-zamknięte oczy-wchłanianie zimna z pościeli, a potem film, suche wafle na przezroczystym talerzu, nierozczesane, mokre włosy (taka to ze mnie wodnica spod prysznica). odwykłam od tego, co nazwałam kiedyś karmieniem się słodkimi jaktobędziami; od rozmów prowadzonych tylko w głowie, z tymi, których uważałam za bliskich. ta chwila nie należy do mnie, bo to ja należę do chwili. po co mi były te wszystkie złudzenia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz