poniedziałek, 10 czerwca 2013

pamięć i tożsamość



duszno. otrzepuję kolana z drobinek piasku, które powbijały się w skórę, i wychodzę do przedsionka. siadam przy otwartych drzwiach, opieram policzek o szybę i nagle zauważam, że po listwie – tuż przy mojej twarzy – spaceruje mikroskopijny, czerwony owad. nie odsuwam głowy, ale wpatruję się w niego z ogromną uwagą. pamiętam, że te małe, ruchliwe kuleczki widywałam bardzo często – najczęściej na betonowym murku przy garażu – w dzieciństwie, gdy jeszcze mieszkałam w domu dziadków. do tej pory nie wiem, jak nazywają się te robaczki; mogę jednak umiejscowić je w czasie i przestrzeni, czyniąc je elementem precyzyjnego wspomnienia. tymczasem wiele rzeczy roztacza wokół siebie mglistą aurę przeszłości, przywodząc na myśl coś innego, a jednocześnie podobnego w swoim charakterze. samo wrażenie jest bardzo silne, ale nie sprawi, że będę w stanie przypomnieć sobie konkretny oryginał ani okoliczności, w jakich się z nim zetknęłam. w takich momentach staję się jednak czynem, iloczynem, wieloczynem. chwytam za rękę poprzednią siebie, wpatrując się w szary, duszny poranek i krople deszczu na oknie lub sztuczny kolor płynu do czyszczenia szyb (lubię patrzeć na świat przez różnobarwne szkiełka). zwielokrotniam się, rozkładam tak jak łańcuch-wycinanka, gdy podważam wieko blaszanej puszki (zawsze robię to prawym kciukiem); gdy otwieram szafkę w kuchni i pachnie mi światem, który opuściłam kilkanaście lat temu. w sklepach często zatrzymuję się przy plastikowych elementach ubrań, sztucznych kryształach i ozdobnych gumkach do włosów; zamieniam się w dotyk, nawiązując łączność ze wszystkimi małymi dziewczynkami, którymi byłam, jestem i będę.

jestem świadoma tego, że nikt nie chce słuchać historii, które brzmią abstrakcyjnie i siłą rzeczy muszą być wyrwane z łańcucha zdarzeń; że jak to w ogóle brzmi: „popatrz, to robaczki z mojego dzieciństwa”. pewnie nie opowiem tego mojemu przyszłemu mężczyźnie ani nawet siostrze. mam jednak potrzebę pisania o – być może nudnawych – sprawach, które składają się na moją tożsamość; tożsamość, która zaczęła rozrastać się po tym, jak przyszłam na świat, a nie wraz z otrzymaniem jakiegokolwiek obywatelstwa. i „tak pachnie Ameryka” wydaje mi się bardziej treściwe i dużo bardziej prawdziwe niż „jestem Amerykanką”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz