jeśli chcę wziąć udział w dyskusji na temat życia, muszę wymienić wszystkie zaburzenia, z którymi się zmierzyłam (udowodnić, jak miałam ciężko), żeby uznano, że w ogóle mam prawo się wypowiadać. niezależnie od tego, i tak usłyszę, że żyję pod szklanym kloszem, a ktoś miał gorzej, w związku z czym ma większą rację. a przecież nie zawsze jest tak, że ten, kto doświadczył więcej, wyciąga z tego więcej prawdziwych wniosków.
nie żałuję przeszłości, która doprowadziła mnie tuiteraz. nieważne, co mi się przytrafiło, ale co z tym zrobiłam. potrafię przyznać się do tego, że w pewnym sensie sama zapracowałam sobie na chorobę, ale się za to nie obwiniam. nie ma czegoś takiego jak życiowe błędy - są tylko decyzje, które mają swoje nieprzewidywalne konsekwencje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz